Jestem gdzie indziej.
Brawa dla pana/pani śledczej.
Uśmiałem się.
wtorek, 15 lipca 2008
piątek, 13 czerwca 2008
Jak zwykle.
Biegam. Codziennie. Rano albo wieczorem. Od kilkunastu dni, budzę się trochę po szóstej. Zakładam szorty, koszulkę, bluzę, biorę iPoda i pokonuję paryskie uliczki. Nawet nie wiem kiedy, mija godzina. Wracam do domu. Prysznic, zmiana ubrania, na garnitur i koszulę z krawatem. Choć nie, dziś bez krawata. Mogę sobie pozwolić na luz. W metrze tłumy ludzi. Stoją, siedzą, czytają gazety, piją kawę. Obok mnie młodzieńcy. Rozmawiają o dzisiejszym meczu Francja - Holandia. Wierzę w Holendrów. Ostatnio ładnie skopali tyłki Włochom. Oczywiście im tego nie powiem, bo póki co jeszcze tu mieszkam, pracuję, żyję.
W drodze do pracy, wpadam na śniadanie. Jak zwykle dostaję przepyszną kawę i grzanki. Mała chwila odpoczynku. Mam czas na przeczytanie kilku stron książki. Śniadanie jest dobrym czasem na przemyślenie kilku spraw, na ułożenie sobie małego planu. Co, jak, gdzie, z kim. Zostawiam 5 Euro i ruszam dalej. Do pracy mam już tylko kilka kroków. Jak co dzień zapominam wyjąć z torby kartę magnetyczną bez której nie wejdę. Jak zwykle tamuje ruch przy drzwiach. Jak zwykle uśmiecham się przepraszająco i obiecuję sobie, że następnego dnia pomyślę o tym wcześniej.
W pracy gorąco. Pewnie znów padła klimatyzacja. Ostatnio dość często sie to dzieje. Wchodzę do biura, zawieszam marynarkę na oparcie krzesła, podwijam rękawy, włączam monitory. Dzień dobry w piątek.
czwartek, 12 czerwca 2008
Dzień za dniem.
Natłok pracy, kilka zawirowań spowodowały, że zabrakło czasu na pisanie notek. Na szczęście wszystko wróciło do normy. Nawet nie wiem kiedy minęło te jedenaście dni. Teraz mogę powiedzieć, że to było 11 ciężkich dni. Ale dzielnie wytrwałem i wygrałem.
Mam wrażenie, że coraz częściej do mych drzwi puka pracoholizm. Póki co, nie otwieram mu. Nawet nie podnoszę się z łóżka, żeby podejść do drzwi i spojrzeć kto to. Raz to zrobiłem, i teraz już wiem, że to on. Ten styl pukania i dzwonienia zapamiętam już do końca życia.
Wczoraj wieczorem dostaję propozycję pracy w Polsce. Warunki idealne. Może nawet lepsze niż te, które mam obecnie teraz. Nie wiem czy chcę. Trochę mi ta oferta namieszała w głowie. Bo z jednej strony przyzwyczaiłem się do życia tutaj. Znajomi, mieszkanie, praca. A z drugiej strony, tęsknie za rodziną, za swoimi ulicami, miejscami. Mam czas do przyszłej środy.
niedziela, 1 czerwca 2008
Gringo
Sobotnie zakupy, zapełniły moją nową lodówkę. Mam w swojej dzielnicy targ, gdzie dostaję najlepsze, najświeższe warzywa, owoce, wędliny, sery i przyprawy. Tak bynajmniej twierdzą znajomi, którzy też tam robią sprawunki. Uzmysławiam sobie, że takie zakupy stają się dla mnie przyjemnością, a może nawet odpoczynkiem. Chodzę, próbuję, wącham, dotykam, rozmawiam. Każdy zachwala produkt na swój sposób. W końcu wybieram najlepsze według mojego uznania. I tak do następnej soboty mam spokój.
Zamówione książki zostają przysłane. Cieszę się, bo pogoda za oknem sprzyja, aby udać się nad brzeg Sekwany i spędzić miło czas z Wojciechem Cejrowskim, który dzielnie przeciera szlaki w Ameryce.
Po przeczytaniu książki lubię mieć świadomość, że warto było wydać pieniądze. I tak jest tym razem. Autor nie zawodzi. To były dobrze spędzone, wykorzystane godziny. Pomimo tego, że nie przepadam za książkami podróżniczymi, przygodowymi to nie wahałem się ani chwili przy zamawianiu.
Prędkość czytania jest równa tej, którą osiąga spadająca z drzewa małpa trafiona strzałką. Prawdziwa uczta.
środa, 28 maja 2008
Powolny upływ czasu.
***
Rozpakowuje swoje życie z kartonów, worków i zapełniam nim wszystkie kąty. Perfekcyjnie ustawiam każdy mebel, tam gdzie jest jego miejsce. Sprawdzam każdy wariant, aż wybieram najlepszy. Oddaje się temu z pasją. Sprawia mi to ogromną przyjemność.
TaJedyna dostaje papiery rozwodowe. Przyjmuje to z wysoko uniesioną głową, tak jakby chciała zobaczyć co jest ponad chmurami. Nie ma żadnych pytań. Wie, że ta decyzja wisiała już nad nami i ktoś musiał zrobić ten pierwszy krok. Mam wrażenie, że jest mi za to wdzięczna.
Paryż opanowały tłumy kibiców. French Open na kortach Rolanda Garrosa. Dyrektorka, wielka fanka tenisa, zdobywa bilety dla kadry zarządzającej. Będę mógł obejrzeć półfinały i finał. Chciałbym zobaczyć w nich Agnieszkę Radwańską.
Sophie. Kobieta o ciepłym głosie, podająca mi najlepszą kawę i croissanty daje o sobie znać. Wybieramy się na spacer. Spokojnie, nigdzie się nie spiesząc, rozmawiamy.
Opowiada o studiach, rodzinie, swoich byłych mężczyznach. Pokazuje mi Paryż swoimi oczami.
Zamawiam książki. Nie mam już czego czytać w czasie stania w korków a i bezczynne leżenie w wannie zaczyna mnie nudzić.
czwartek, 22 maja 2008
Boskie Ciało
Poranny telefon od Agaty przypomina mi, że dziś w Polsce Boże Ciało. Z racji tego, robię sobie święto. Nie pytam się nikogo o zgodę, pozwala mi na to pozycja, jaką pełnię w firmie. Wcześniej uszykowany garnitur i koszulę odkładam z powrotem do szafy. Zamiast tego, zakładam sprane 501, podkoszulek, sportowe buty i skórzaną kurtkę. Z nocnego stolika pakuje do torby książkę. Z przedpokoju biorę kask. Schodzę do garażu i biorę motor. Dziś mogę sobie na to pozwolić. Ląduję w jednej z wielu kawiarni naprzeciwko najpiękniejszej katedry na świecie. Zamawiam standardowo croissants i kawę. Jadam tu przynajmniej 3 razy w tygodniu. Za każdym razem trafiam na tą samą dziewczynę. Może nie jest najpiękniejsza, ale ma tak ciepły głos, że zabrałbym ją do domu na zimę. Oprócz ciepłego głosu, ma długie włosy i nogi. W myślach wyobrażam sobie te długie nogi, oplatająca me biodra. Po skończonym posiłku, podchodzę do niej i pytam czy ma coś równie pięknego jak głos ?
Dziewczyna patrzy mi długo w oczy. Jej spojrzenie wyraża zaciekawienie i chyba jakaś obietnicę.
- Tak, kończę o 19.00. Przyjdź po mnie.
środa, 21 maja 2008
moment
wyszedłem nago na balkon. było to niezapomniane przeżycie. lekka bryza owinęła mnie jedwabna pieszczota i przypomniało mi sie, ze to przy takiej pogodzie jako małolat całowałem sie z dziewczynkami na parkowych ławkach. wtedy rozejrzałem sie wokoło w poszukiwaniu nieletnich par korzystających z późnej godziny aby przeżyć ich własny intymny sen nocy letniej. nie było nikogo i w tym momencie po raz pierwszy zdałem sobie sprawę, że to nie mój kraj, nie mój świat, a w żyłach pozamykanych w tych domach ludzi płynie nie moja krew.
